Elektryczne Ferrari sprzedane za 40 milionów dolarów. Padł rekord
ClacsonAutor
Ferrari właśnie sprzedało samochód, który nie ma ani jednego cylindra, za 40 milionów dolarów. I nie, to nie jest pomyłka. Pierwszy produkcyjny egzemplarz elektrycznego Ferrari Luce osiągnął taką cenę podczas aukcji RM Sotheby’s w trakcie Monterey Car Week.

40 milionów dolarów za pierwsze elektryczne Ferrari
Cena robi wrażenie nawet jak na Ferrari. 40 milionów dolarów oznacza nowy rekord dla nowego samochodu sprzedanego na aukcji. Poprzedni należał również do Ferrari, specjalnego egzemplarza Daytona SP3 Tailor Made, który rok wcześniej podczas Monterey Car Week osiągnął 26 milionów dolarów. Luce pobiło ten wynik o 14 milionów.
Jest w tym coś wyjątkowo ironicznego. Marka kojarzona przede wszystkim z potężnymi silnikami V8 i V12 właśnie ustanowiła rekord za samochód, który napędzają silniki elektryczne. Można się z tego śmiać, można narzekać na koniec pewnej epoki, można też wzruszyć ramionami i stwierdzić, że bogaci kolekcjonerzy od dawna płacą absurdalne pieniądze za rzeczy, których większość z nas nawet nie odważyłaby się dotknąć. Tyle że tym razem nie kupili po prostu kolejnego Ferrari. Kupili kawałek historii.
Ferrari Luce. Zdjęcie ilustracyjne
To nie jest zwykłe Ferrari Luce
„Chassis 0” to pierwszy produkcyjny egzemplarz programu Ferrari Luce. Samochód został przygotowany przez dział Tailor Made, dlatego właściwie każdy detal tej konkretnej sztuki potraktowano jak osobny projekt. Nadwozie otrzymało specjalny lakier Madreperla Semi-Gloss z dedykowanym pigmentem Ferrari. W zależności od światła karoseria zmienia swój odbiór, od zielonkawego po fioletowy.
Brzmi trochę tak, jakby ktoś w Ferrari powiedział: „Skoro już robimy elektryczne auto, to przynajmniej sprawmy, żeby wyglądało jak artefakt z przyszłości”. I najwyraźniej nikt nie zaprotestował. Wnętrze również przygotowano wyłącznie dla tego egzemplarza. Zastosowano metaliczną skórę Le Mans w odcieniu Perla, a część elementów wykończono w szarości Grigio Corvara. Do tego dochodzą specjalnie zaprojektowane felgi, zaciski hamulcowe i detale nadwozia. To nie jest konfiguracja wybrana z katalogu. To samochód, który miał być jedyny.
1050 KM i ponad 310 km/h
Ferrari Luce. Zdjęcie ilustracyjne
Cała ta designerska oprawa byłaby niewiele warta, gdyby pod efektownym nadwoziem krył się samochód, który jeździ jak bardzo droga limuzyna. Na szczęście Ferrari nie zamierzało iść na kompromisy. Luce korzysta z czterech silników elektrycznych o łącznej mocy 1050 KM. Sprint od 0 do 100 km/h zajmuje około 2,5 sekundy, prędkość maksymalna przekracza 310 km/h, a deklarowany zasięg ma przekraczać 530 kilometrów.
Mamy więc czterodrzwiowe, pięcioosobowe Ferrari, które potrafi rozpędzić się do setki szybciej, niż większość ludzi zdąży odpowiedzieć na pytanie: „Ale po co komu elektryczne Ferrari?”. Za projekt samochodu odpowiadało również studio LoveFrom, założone przez Jonyego Ivea, byłego szefa designu Apple, oraz Marca Newsona. Współpraca z ludźmi związanymi ze światem technologii i wzornictwa pokazuje, że Ferrari chce przedstawić Luce jako coś więcej niż kolejny samochód elektryczny. To ma być nowy rozdział marki.
Najciekawsze nie jest nawet te 40 milionów
Najciekawsza w tej aukcji nie jest jednak sama kwota. 40 milionów dolarów robi oczywiście wrażenie, ale jeszcze ciekawsze jest to, za co właściwie ktoś był gotów tyle zapłacić.
Elektryczne Ferrari przez lata wydawało się pomysłem niemal sprzecznym z naturą marki. Ferrari było przecież symbolem silników spalinowych, mechanicznego charakteru, dźwięku i emocji związanych z pracą potężnej jednostki napędowej. Luce odwraca ten schemat, a mimo to właśnie ono stało się jednym z najdroższych nowych samochodów w historii aukcji.
Warto przy tym pamiętać, że zwykłe Ferrari Luce nie kosztuje 40 milionów dolarów. Ta astronomiczna cena dotyczy wyjątkowego egzemplarza „Chassis 0”, stworzonego jako pierwszy produkcyjny samochód nowej ery marki. Kolekcjoner płaci więc przede wszystkim za jego wyjątkowość, historię i znaczenie, a nie za samą możliwość przemieszczania się z punktu A do punktu B.
Ferrari Luce. Zdjęcie ilustracyjne
Ferrari przekroczyło kolejną granicę
Ferrari przez lata budowało swoją legendę na hałasie, benzynie i silnikach, które były równie ważną częścią samochodu jak jego karoseria. Teraz marka sprzedaje elektryczny model, którego pierwszy egzemplarz osiąga na aukcji cenę 40 milionów dolarów. I chyba właśnie w tym najlepiej widać, jak bardzo zmieniła się motoryzacja.
Można sobie wyobrazić, że gdzieś w zaświatach Enzo Ferrari słyszy o tym wszystkim, marszczy brwi i pyta, co właściwie stało się z jego samochodami. Odpowiedź jest dość prosta: świat się zmienił, a Ferrari najwyraźniej nie zamierza zostać w tyle.
Najbardziej ironiczne jest więc to, że samochód, który dla części fanów marki miał być symbolem odejścia od tradycji, właśnie ustanowił nowy rekord aukcyjny. Cichy samochód, głośna cena i 40 milionów dolarów. Jeśli tak wygląda elektryczna przyszłość Ferrari, trudno przynajmniej odmówić jej rozmachu.












