SEAT umiera powoli. Volkswagen w końcu przyznaje to, co ukrywał miesiącami
ClacsonAutor
Volkswagen oficjalnie dopuszcza scenariusz wygaszenia marki SEAT po 2030 roku. Sprawdzamy, co się zmieniło od zapewnień, że "nie ma takiej opcji" i co to oznacza dla klientów.

Co oznacza "nie ma mowy"?
Jeszcze kilka miesięcy temu, gdy ktokolwiek odważył się zapytać przedstawicieli Volkswagena o przyszłość SEAT-a, odpowiedź brzmiała zawsze tak samo: to nieprawda, plotki, nic się nie dzieje, proszę się nie ekscytować.
Tomasz Tonder, dyrektor PR i Corporate Affairs Grupy Volkswagen w Polsce, potrafił przy tym z lekkim rozbawieniem pokpiwać z dziennikarzy zadających takie pytania, jakby sam pomysł zamknięcia hiszpańskiej marki był czymś w rodzaju żartu wymyślonego przez ludzi, którzy nie mają nic lepszego do roboty. Nie ma mowy, mówiono. Projekt SEAT trwa.
No cóż. Mamy oficjalny komunikat i, jak to zwykle bywa w tej branży, okazuje się, że "nie ma mowy" oznaczało w praktyce "jeszcze nie teraz, ale przygotujcie się psychicznie".
Do 2027 roku SEAT dostanie jeszcze wersje mild-hybrid dla dwóch modeli: Ibizy i Arony
Co naprawdę mówi komunikat Volkswagena
Gdyby czytać ten dokument tak, jak został napisany czyli językiem korporacyjnego dyplomaty, który uwielbia słowo "elastyczność" bardziej niż niejeden nastolatek uwielbia telefon można by pomyśleć, że wszystko jest w najlepszym porządku. Jest mowa o transformacji, o silnej pozycji przemysłowej, o dumie z osiągnięć zespołu SEAT i CUPRA. Oliver Blume, szef całej Grupy Volkswagen, mówi wprost, że marka ta ma do odegrania ważną rolę w przyszłości koncernu.
Tyle że kilka akapitów dalej pojawia się zdanie, które w tej całej układance jest jedynym, które naprawdę ma znaczenie: przyszłość marki SEAT po 2030 roku pozostaje przedmiotem oceny, a wśród rozważanych scenariuszy jest stopniowe wygaszenie marki. Żadna decyzja jeszcze nie zapadła, to prawda, i trzeba to uczciwie odnotować. Ale samo dopuszczenie takiego scenariusza w oficjalnym dokumencie to coś zupełnie innego niż powtarzane od miesięcy zaprzeczenia.
Do 2027 roku SEAT dostanie jeszcze wersje mild-hybrid dla dwóch modeli: Ibizy i Arony, więc nikt nie każe wam biec dziś do salonu po ostatni egzemplarz. Ale dalej niż ten horyzont nikt już niczego nie obiecuje.
SEAT S.A. przetrwa, SEAT jako marka niekoniecznie
Tu zaczyna się najciekawszy fragment tej historii, czyli moment, w którym trzeba rozdzielić dwie rzeczy, które brzmią tak samo, a znaczą coś zupełnie innego. Spółka SEAT S.A. czyli cała infrastruktura, fabryka w Martorell, tysiące miejsc pracy ma się, jak zapewnia koncern, całkiem dobrze i będzie się rozwijać. Marka SEAT, czyli te samochody z logotypem, które ludzie kupują w salonach, to zupełnie inna sprawa.
Bo prawdziwym bohaterem tej opowieści od ośmiu lat jest CUPRA. Marka, która wystartowała w 2018 roku jako odłam SEAT-a, zdążyła sprzedać ponad milion samochodów, stała się jedną z najszybciej rosnących marek w Europie i ma teraz ambicję zdobyć trzy procent udziału w europejskim rynku. W trzecim kwartale 2027 roku CUPRA wejdzie na Bliski Wschód, a koncern otwarcie mówi o długofalowej ambicji wejścia do Stanów Zjednoczonych. Martorell ma produkować rodzinę elektrycznych miejskich samochodów w ramach platformy MEB21, a fabryka ma dostać kolejną platformę produkcyjną. To wszystko brzmi jak plan rozwoju, tyle że rozwoju CUPRA, nie SEAT-a.
Dlaczego akurat teraz
Odpowiedź, jak to zwykle w motoryzacji bywa, sprowadza się do pieniędzy i regulacji. Coraz ostrzejsze normy CO2, koszty elektryfikacji i wydatki potrzebne na rozwój zupełnie nowej generacji modeli sprawiają, że dalsze inwestowanie w markę SEAT staje się, jak to ujęto w komunikacie, coraz trudniejsze do uzasadnienia biznesowo.
Innymi słowy: SEAT jako marka budżetowa w portfolio, które i tak ma już Skodę pełniącą podobną rolę, zaczyna być luksusem, na który coraz trudniej znaleźć argument w arkuszu kalkulacyjnym.
Matías Carnero, przewodniczący rady zakładowej SEAT S.A. i członek rady nadzorczej Volkswagen AG, mówi w komunikacie o priorytecie, jakim jest zabezpieczenie przyszłości firmy i miejsc pracy kolejnych pokoleń. To zdanie warto zapamiętać, bo pokazuje, gdzie faktycznie leży troska koncernu, nie przy logotypie, a przy hali produkcyjnej w Martorell i ludziach, którzy w niej pracują.
Co to oznacza dla kierowców w Polsce
Na razie nic dramatycznego. Obecni właściciele SEAT-ów nie mają się czego obawiać, sieć dealerska ma nadal wywiązywać się ze zobowiązań wobec klientów niezależnie od tego, jaki scenariusz ostatecznie się zrealizuje. Zapowiedziane modele na 2027 rok wciąż są w planach. Ale każdy, kto rozważa zakup SEAT-a z myślą o długoletnim wsparciu serwisowym i rozwoju marki w kolejnej dekadzie, powinien wziąć pod uwagę, że koncern sam otwarcie mówi o możliwym końcu tej historii.












